Masa Bezkrytyczna

Każda religia to niemały problem. Są te główne, które znane są każdemu. Są i te małe, z dziwacznymi doktrynami, które wierzą w tak niestworzone rzeczy, że nawet Latający Potwór Spaghetti zdaje się lepszą opcją. Niektóre z nich wyrosły na fundamentach dawnych wierzeń lub podań. Inne zdają się być w zasadzie od zawsze. Nie przeszkadza mi to. Serio, pomimo tego, że w każdym jednym moim tekście znajdziecie istne litanie niepoprawności politycznej i religijnej, tak naprawdę nie obchodzi mnie czy jesteś za Jezuskiem czy Kosmicznymi Jaszczurami! Albo czy lubisz chłopców czy dziewczynki. Z kim tam sobie, serdeńko uprawiasz simi-simi, to twój biznes.

Ostatnio jednak coraz mniej tolerancyjnie podchodzę do jednego z wyznań. Ponieważ jego wyznawcy niebezpiecznie zbliżają się do działań jak z dżihadu. Jest to coraz większa grupa osób, które zaczynają traktować swoją fanaberię jak Boga Wszechmogącego w Przerzutkach Jedynego. Sprawa jest poważna, ponieważ nowa religia jest gorsza nawet od najgorszych dżihadystów nowożytnych czasów – wielbicieli kotów!

Tak, nowa niebezpieczna religia to rower. Ja sam lubię nieraz się zmęczyć. Gdy jest ładna pogoda i mam trochę wolnego czasu z chęcią wychodzę na rower, lub korzystam z rowerów miejskich, żeby uniknąć stania w autobusie i wąchania cudzych pach.

Ale z coraz większym przerażeniem obserwuję, jak rzesze osób lubiących rowerowanie zamienia nieszkodliwe, zdrowe hobby w jakąś świętą misję…

I im więcej widzę w mediach ujadających i moralizujących rowerowych mułłów w lajkrze tym mam mniejszą ochotę samemu jeździć. Nie chciałbym być już kojarzony z kimś kogo „pasją jest rower”.

market_street_cyclist_getting_the_squeeze

Bo rowerzystom ostatnio wszystko się należy i wszystko przeszkadza. Przeszkadzają im samochody, chodniki, nie ten kolor ścieżki rowerowej (serio, był taki news w jednej z czołowych lubelskich gazet!), krawężniki, przejścia, autobusy, piesi, budynki, wiaty przystankowe, światła i milion innych rzeczy.

Cholera, jedziesz rowerem! Masz obowiązek uważać na to co się dzieje dookoła. Nie będę zjeżdżał Ci z drogi samochodem i chował go ze strachu pod podłogą domu jak za czasów holokaustu! Ulice,światła, pasy i parkingi powstały i są dla samochodów. Tak jest i tak powinno być.

Przykro mi, ale czy to będzie rower, czy wóz drabiniasty, czy zmartwychwstały Piłsudski na Kasztance, wszyscy oprócz samochodów są na jezdni gośćmi. A gościom nie wypada się wymądrzać. Ja sam jadąc rowerem najbardziej respektuje auta. A dlaczego zapytacie? Po pierwsze z rozsądku. Są większe i cięższe. I nawet gdy jestem „na prawie” wolę ustąpić, bo nigdy nie wiadomo czy kierowca auta nie zacznie bawić się w Carmageddon. I co z tego, że zawini, skoro będę już jeździł rowerem po niebiańskich polach św. Piotra.

Po drugie z kultury. Skoro jadę rowerem to nie spieszy mi się tak jak kierowcom samochodów. Ponieważ rower to nie środek transportu tylko hobby jak znaczki czy kleptomania. Wychodzę więc z założenia, że jako rowerzysta mam czas na fanaberię pedałowania. Kierowcy aut niestety nie…

Po trzecie znowu z rozsądku. Jazda rowerem w deszczu, śniegu czy nocą bez dobrego oświetlenia to głupota. Nie, nie przyjmuję kontrargumentów. GŁUPOTA! I koniec.

Cyclists_742413c

Po czwarte nie traktuję roweru jak Jezusa na kołach! Nie jest to najlepszy środek transportu. Ani najwygodniejszy. Nie rozwiąże światowych problemów z ekologią. Nie da się do niego podłączyć wagonów ani 10cio tonowej naczepy siodłowej. Gdybym jeździł nim codziennie do pracy zmuszałbym się do tysiąca wyrzeczeń. Musiałbym wstać godzinę wcześniej. Brać cały plecak mydeł i antyperspirantów oraz ubrań na przebranie, by po dotarciu na miejsce nie kojarzyć się z obornikiem czy bezdomnym. Musiałbym zakładać różne zabawne trykoty i lajkry w zimne dni. A wiadomo, że grubawy facet w lajkrach to rzecz nawet śmieszniejsza od nagrania z pobicia Wiplera…

Poza tym rower nie jest też praktyczny. Bo nie da się nim w 2,5 godziny dojechać z Lublina do Warszawy z czterema pasażerami.

Ludzie pracują teraz w szybkim tempie. A jeżeli znajdujesz czas by marnować co rano dwie godziny na odyseje rowerową do pracy, to znaczy, że nie robisz w życiu nic ważnego. Produkujesz własny ekomajonez, albo sprzedajesz falafle w piwnicy koło Placu Wolności innym przepoconym rowerzystom. Poza tym, gdyby rower był tak genialny, nikomu nie chciałoby się ślęczeć po godzinach i dłubać nad wymyślaniem silników spalinowych. Każdy inżynier opracowywałby nowe, ekscytujące metody pedałowania.

Nie tak dawno podzieliłem się z Wami zdjęciem (akurat jest poniżej), znalezionym na jednym z fejsbukowych profilów rowerowych onanistów. Znajdowali się na nim rowerzyści, przyodziani w aluminiowe rusztowania, tak że przypominali rowerowe ołtarze Wita Stwosza. Rusztowania te miały kształt sedanów i blokowały gigantyczną ilość miejsca na ulicy!

bike-4

Wdałem się wtedy w długą i wyczerpującą kłótnię internetową, gdy wyraziłem co myślę pod tym zdjęciem. Niestety otoczony przez hordę miłośników pedałów zostałem zakrzyczany, zwyzywany, wyszydzony i zabity. Pragnę dodać, że nie użyłem ani jednego wulgarnego słowa, oraz zastosowałem niezliczoną ilość argumentów przeciwnych tego rodzaju zachowaniom. Bylem przy tym ujmujący i dowcipny. W nagrodę wylano na mnie taki jad nienawiści i żółci, że długo zastanawiałem się, czy nie wyrzucić mojego pięknego, zadbanego Gianta za okno. Naprawdę, straciłem wtedy resztki radości związanych z jazdą na rowerze.

Zrozumiałem wtedy, jak niebezpieczny jest rowerowy fanatyzm. Kocham auta, ale uważam że nie powinny móc jeździć po starym mieście, bo szpecą kamienice czy parkować na trawnikach i chodnikach.Oraz być zbyt głośne i śmierdzące. Nie powinny też móc jeździć w mieście szybciej niż 60km/h. Ani łupać głośną muzyką w korkach. A kierowcy którym zostanie zabrane prawo jazdy, powinni być znakowani na czołach jak bydło.

Nie jestem bezkrytyczny wobec mojej pasji. Nieraz wywyższam auta, ale przeważnie robię to pół-żartem pół-serio. Znam nawet motocyklistów (dwoje! Wiecie, że to i was), którzy potrafią z finezja i pazurem zażartować razem ze mną ze swoich głupich dwóch kolek. Nie wyzywają mnie od tępaków i ignorantów i nie każą się powiesić. Odgryzają się celnie i razem, mimo skrajnych różnic w postrzeganiu motorów, śmiejemy się szczerze z naszych ułomności. Ja z nich, bo jeżdżą na głupich motorach. A oni ze mnie, bo jestem gruby i leniwy.

<Szkoda że rowerzyści nie potrafią tego samego…

Lubię rowery, ale w kategoriach dziwnego hobby, źródła rekreacji i relaksu. Rower to naprawdę fantastyczna maszynka do śmigania po ścieżkach i lasach dla zabawy, po pracy czy w weekendy. Uwielbiam to!

Rower jako zawalidroga, głupi bezprzerzutkowy holenderski śmieć czy anorektyczna kolarzówka bujająca się jak pingwin na wszystkie strony, którą samym środkiem jezdni w godzinach szczytu powozi podniecony zapachem własnych pach, zapocony anemik? Lub narzędzie terroru, jaki starają się wprowadzić rowerowi szantażyści i pieniacze?

Jak najbardziej nie.

Zdjęcia pobrałem z różnych googli. Prawo do nich mają jacyś państwo, do których należą. Są zabawne. Znalazłem też zdjęcie bardzo grubego pięciolatka z rewolwerami. Nie dodałem go bo nie pasowało tematycznie. Pozdrawiam.

Advertisements

2 comments

  1. Leniwiec Gniewomir

    Chciałbym móc takiemu rurkowcowi pokazać zawartość bagażnika mej Madzisławy i spytać go o metody załadowania tego na rower. Lub – lepiej – wymienić ową zawartość na niego, wywożąc go w las i zostawiając go tam w tych jego rureczkach.

    Bez roweru.

  2. Paweł

    No niestety nie każdy na rowerze jest ogarnięty. Ale nie można do tego podchodzić tak uogólniając całość. Sądzę, że Ci bardziej szurnięci to tacy, których nie stać na auto lub paliwo 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s