Ekologia może być nieraz fajna – nowe BMW i3

Zawsze powtarzam, że jestem super ekologiczny. 

Jestem ekologiczny na co dzień, a nie tylko wtedy, gdy jacyś pryszczaci poganiacze sandałów zorganizują godzinę ziemi i pogaszą Kreml i wieżę Eiffela. Taka ekologia mnie nie interesuje. Nazywają to „zwróceniem uwagi na problem” co jest bzdurnym wytłumaczeniem hipokryzji ich działań. Moja ekologia to niskie zużycie wody i staranie się (bo to cholernie ciężkie) o ograniczenie użycia prądu. Ekologię tego pierwszego rodzaju, która jest dla mnie tym, czym wielkie charytatywne fety gwiazd, lubią też promować firmy motoryzacyjne. Była już niezliczona ilość ekoaut, napędzanych małymi silnikami, bateriami, silnikami i bateriami oraz innymi zabawnymi sposobami. Od dawna czekam na samochód napędzany starymi czarnymi koszulkami i zniszczonymi trampkami, których jednak nie sposób wywalić – miałbym paliwa na lata!

I lubię się pośmiać z tych samochodów, bo do niedawna były brzydkie, drogie, niepraktyczne, bezużyteczne i miały nazwy brzmiące jak miauczenie kota w rui albo egzotyczna choroba: imev, prius, phev…


– Stary, mam Twizy!
– O rany! byleś już z tym u lekarza?

– Nie, to samochód, taki na prąd!

Na szczęście w ostatnich latach, eko-oddziały firm motoryzacyjnych zauważyły, że auto elektryczne lub hybrydowe nie musi wyglądać jak kaleki żółw albo nornica. Że skoro ludzie będą zmuszeni, prędzej czy później przejść na napędy hybrydowe lub w pełni elektryczne, nie powinni rezygnować z wyglądu i osiągów. Że w końcu nie każdy z nas potrafi wydać z siebie tak dziwaczny dźwięk, który odpowiadałby nazwie ich produktu.

Dano nam więc Teslę, Fiskera oraz hybrydowe hipersamochody jak Porsche 918 czy McLaren P1. Samochody tak niesamowite, że aż niemożliwe. A jednak są. Ten pierwszy wygląda jak Jaguar XKJ na sterydach, drugi podobny jest do płaszczki. Atletyczny duet od Porsche i McLarena to już klasa sama w sobie!

otwarte dzwi lusterko

Łączy je jednak to, że są autami obleczonymi pięknymi kształtami i nazwami. Oraz niegłupio pomyślanymi napędami, ponieważ nie skupiają się na ekologii, tylko na kierowcy i jego doznaniach.

Ekologia to coś ekstra, czym zajmują się przy okazji.

W tym właśnie duchu powstały też dwa kosmiczne auta u naszych sąsiadów zza Odry. Bmw i3 oraz i8. Dwa auta tak inne, a jednak tak identyczne. Jak Danny DeVito i Arnold Schwarzenegger w komedii „Bliźniacy”. I to właśnie pierwszym z nich, modelem i3, miałem okazję jeździć.

Chciałbym nadmienić, że było to najdziwniejsze doświadczenie za kierownicą w moim życiu! Nieduże, pękate i3 rozpędza się w taki sposób i w takiej ciszy, że to aż upiorne. Ponad to, myśląc o nim, zastanawiam się nad znaczeniem niektórych słów z moto-elementarza. No bo jak nazwać ten zabawny generator prądu silnikiem? Jak mówić o zmianach biegów, gdy ich nie ma? Jak w końcu określać przyspieszenie, moment obrotowy, gdy okazują się czymś zupełnie innym niż dotychczas? Weźcie Otylię Jędrzejczak na Międzynarodową Stację Kosmiczną i każcie jej pływać bez wody w stanie nieważkości… Tak właśnie czułem się za kierownicą i3.

IMGP0579

To naprawdę dziwne uczucie, gdy auto porusza się bezszelestnie. Gdy lekki szum opon i wiatru oraz mlaskania łat na asfalcie słychać dopiero od 70 – 80km/h. W końcu gdy przy podanej wcześniej prędkości, bierzesz się za wyprzedzanie i samochodzik przyspiesza. Przyspiesza zupełnie jakby stał wcześniej w miejscu, a nie poruszał się już z pewną prędkością. I robi to tak liniowo, tak konsekwentnie, zupełnie jakby recytował tabliczkę mnożenia.

przód plus detal

80km/h, 90km/h, 100km/h, 110km/h, 120km/h… Prędkość jest wymawiana przez to auto jednym haustem, na bezdechu!

A gdy jedziesz w dół wzniesienia i odruchowo odpuszczasz gaz, cały system zaczyna lekko wyhamowywać auto. Również dziwaczne uczucie, ponieważ po wciśnięciu gazu od nowa, wydawało mi się, że nabieranie prędkości spotka na ułamek sekundy ten lekki opór hamowania, lub chociaż zawaha się, jak normalne auto zbierające się z za niskich obrotów. Nic z tego, małe BMW wystrzeliło znowu do przodu, bez szarpnięć, bez wibracji, bez tego wszystkiego, co towarzyszy silnikom spalinowym! Zupełnie jakby w każdym możliwym zakresie miało dostęp do pełnej mocy! Cudowny wynalazek!

Poza tym najfajniejsza sprawa. Gdy jeździsz i3 w miarę spokojnie, wystarczy Ci „paliwa” (następne archaiczne słowo) na około 160-170 kilometrów.

IMGP0589

A gdy odstawisz je na noc do garażu i podłączysz do gniazdka, „zatankujesz” do pełna za około 5 złotych. I znowu masz zasięg 170 kilometrów! Cudnie!

Dobra, wszystko pięknie. Ustaliłem już, że autko jeździ jak marzenie i „pali” tyle co nic. Ponad to moc tego ustrojstwa to około 180 koni mechanicznych. Nie ma więc na co narzekać, skoro i3 to woziło wielkości kontenera na śmieci.

IMGP0583

I w zasadzie to trochę takim kontenerem jest. Całe wnętrze utrzymano w ekologicznym stylu, stąd duży udział prefabrykatów oraz eko-materiałów w środku. Drewno pochodzi z drzew po kataklizmach. Duże połacie tapicerki to włókna węglowe oraz fragmenty włókien konopi. Więc, gdy auto się znudzi, zepsuje lub zestarzeje, możesz spokojnie pociąć je na kawałki i spalić w fajce wodnej.

IMGP0603

interior1

Poza tym co z tego, że użyto materiałów ze śmietnika, skoro kompletnie tego nie widać. Wnętrze jest przestronne, radosne i bardzo hi-techowe. Posiada fajne wyświetlacze, dyngsy i przyciski robiące rzeczy. Oraz drzwi tylne otwierane pod wiatr. Oznacza to brak środkowego słupka. I ogromną, rozwartą przestrzeń gdy otworzyć drzwi na przestrzał. Japa lewiatana! Otwarty kokon. Przytulnie.

Podziwiając ten niewielki cud techniki pomyślałem mimochodem o filmie „Powrót do Przyszłości 2”, gdzie Marty McFly udaje się DeLorianem do roku 2015. Scenografowie ukazali nam wizję Świata dla nich odległego, która jednak mocno odbiega od tego co aktualnie mamy. Do przylotu McFlye’a zostało nam kilka tylko miesięcy!

interior 2

Doskonale pamiętam pierwszy raz, gdy widziałem ten film. Zachwycałem się później godzinami, dniami nad pojazdami przedstawionymi na ekranie.

Było to tak nie realne, że nigdy nawet nie sądziłem, że takie auta będą prawdziwe. I teraz cieszę się z tego, że zostały tylko w umysłach twórców filmu. Ponieważ i3 jest bez wątpienia o wiele lepszym samochodem, niż unoszące się nad ziemią kanciaste kliny, które bajecznie „grały” w „Powrocie do Przyszłości II”.

Małe BMW jest lepsze, ponieważ jest realne. I jest dopiero zwiastunem zmian, posłańcem tego, co nasz czeka.

IMGP0584

Kilkadziesiąt lat temu marzyliśmy o lewitujących nad asfaltem, upstrzonych diodami pociskach, które używają kół do lądowania i postojów.

Dostaliśmy forpocztę elektrycznych i hybrydowych cudeniek, które nie latają ani nie migają światełkami jak choinki. Za to zrewolucjonizują motorynek tej dekady. I to jest najlepsze rozwiązanie. To jest realna przyszłość.

Za auto do testów dziękuję salonowi BMW Best Auto Lublin a w szczególności pani Iwonie Mazurek, która ma do mnie cierpliwosć:) Zdjęcia w marznącym deszczu, przy temperaturze minus milion stopni, zziębniętymi palcami pstrykała jak zwykle Magda Rejnowska🙂

Reklamy

6 comments

  1. Józef Figura

    Z niepokojem doczytałem do końca, by dowiedzieć się jaka jest cena tego eko-cudka. Dla uzupełnienia więc – po przeliczeniu wychodzi jakieś 1500 par sandałów. Za jeden samochód możnaby obuć całą armię ekologów. Chyba jednak eko-beemka nie ma szans…

    • olekprzytula

      jasne, ale gwarancja na ogniwa też jest dość długa. Poza tym silnik elektryczny zawiera jedną ruchomą część i również ma miano niezniszczalnego;) jeżeli ktoś robi głównie po mieście ponad 50 tysięcy kilometrów rocznie i ma gość zasobny portfel na nowe auto, to jak znalazł:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s