Na imię mu PHEVen

Phev! – na zdrowie. Wyobraźcie sobie pewną sytuację. Chcecie kupić auto z silnikiem diesla. Powód, dla którego chcecie to zrobić, jest wam znany. Może na przykład będziecie ciągnąć przyczepę, ale przekonuje was niskie spalanie. Może po prostu macie taką fanaberię? Nieważne. I wyobraźcie sobie serdeńka, że nie jest tak jak do tej pory. Nie możecie po prostu wejść do salonu i poprosić dealera, żeby sprzedał wam wybrany model z dieslem. Bo silnik diesla posiada tylko kilka modeli na rynku. W dodatku wszystkie wyglądają jak nornice oklejone częściami z modelu airfix, ulokowane na kółeczkach od wrotek. I cholera, myślicie sobie, że wolelibyście wytarzać się w szkle , niż kupić to szkaradziejstwo. Tak do tej pory wyglądał mniej więcej rynek aut hybrydowych. Można było mieć Hondę Insight. Albo Toyotę Prius. Albo, jeżeli było się emerytowanym gangsterem – jakiegoś Lexusa. Z niewiadomych przyczyn producenci nie traktowali napędu hybrydowego jako silnika do napędzania aut. Chcieli uczynić z niego manifest, oświadczenie, które będą wygłaszać wszyscy ekowariaci i greenpeaceowcy na świecie. Do silników hybrydowych montowali odrażające, godzące w moje poczucie godności nadwozia, stylizowane na martwe żółwie, lub przekrojone ziemniaki. Od dawna uważałem, że nie ma to najmniejszego sensu! Anty samochód dla ekologów wydaje się równie niedorzeczny co kot zachowujący się jak pies. W dalszym ciągu to kot, w dodatku przynoszący innym kotom wstyd. Na szczęście od niedawna producenci poszli po rozum do głowy. I zaczęli łączyć napędy hybrydowe z nadwoziami aut, którymi rzeczywiście ludzie zechcą jeździć. Poza tym, na przykładzie poniższego testu, okazuje się, że dotychczasowy napęd z Priusa, można jeszcze ulepszyć! IMAG1525_BURST003_1 Bez dalszego słowotoku – Mitsubishi Outlander PHEV. Przez okres testu nazywany przeze mnie PHEVEN. Co w nim lepszego? W końcu Prius to też hybryda. Otóż mali Japończycy z Mitsubishi, w przeciwieństwie do małych Japończyków z Toyoty, doszli do wniosku, że silnik spalinowy powinien raczej wspomagać elektryczne, które będą grać pierwsze skrzypce w napędzie auta. Do tej pory było raczej odwrotnie. Ponad to, silniki elektryczne można podładować sobie z domowego gniazdka. I jechać dalej za śmieszną kwotę około 5 złotych za pełen „elektrobak” Brzmi fajnie nie? W życiu nie pomyślałbym, że trafię na hybrydę, która mnie zachwyci. IMGP1037 Wspomniana wcześniej Toyota Prius to naprawdę paskudne auto. Jeżeli komuś imponowało to, że jeździ nornicą to w porządku. Ludzie kupowali je przeważnie z racji tego, że byli ekologicznie nawiedzeni. I poprzez zakup Priusa chcieli dać do zrozumienia wszystkim dookoła, że motoryzacja ich nie interesuje. Dlatego uważam SUVa Mitsubishi, za coś lepszego, bardziej dopracowanego. Mamy tutaj „pod maską” trzy silniki. Spalinowy, służący jako generator prądu, oraz dwa elektryczne napędzające obie osie! Elektryczny napęd AWD! To dopiero pomysł! IMGP1062 Miejsce, które zasila się benzyną ma pojemność dwóch litrów i 121 koni mechanicznych. Elektryczne motory, które czerpią energię z niego, oraz oporów hamowania, mają po 82 konie każdy. Tym sposobem mamy mocy od cholery i kilka możliwości, by z niej korzystać. Benzyniak może na przykład ładować silniki elektryczne podczas jazdy, może również dołączyć do bezpośredniego napędzania kół. Lub po prostu wyłączyć się i dać elektrycznej magii pełne pole do popisu. Wielki napis na klapie sugerował, że auto spala 2 litry benzyny na 100 kilometrów. Oczywiście w idealnych warunkach i z akumulatorami naładowanymi na 100% może i jest to do osiągnięcia. Ja, trochę bawiąc się autem i nie jeżdżąc nim jak anemik, osiągnąłem (głównie w mieście) realne 7,2 do 8.5 litra na 100 kilometrów. Co i tak jest porządnym wynikiem jak na tak duże auto. IMGP1100 I znowu, podobnie jak w przypadku BMW i3 o którym pisałem wcześniej, podczas prowadzenia auta poczułem się nieswojo. To wielkie auto jest zdolne poruszać się na silnikach elektrycznych do 120km/h! Oznacza to, że możemy pędzić nim stówą, a jedyne dźwięki jakie usłyszymy to szum wiatru i opon. Oraz cichutki, jednostajny dźwięk silników elektrycznych jakby wyjęty z kreskówek o Jetsonach! Niesamowite! IMGP1095 Sądzę, że w pełni elektryczny tryb jazdy jest prztyczkiem w nos każdego eko-wariata, który cieszył się dotąd z rosnącej fali zakazów wjazdu samochodów z napędem spalinowym do centów europejskich miast. Wielki, elegancki SUV będzie mógł przetaczać się bezdźwięcznie po każdym centrum miasta , płosząc rowerzystów i dziwaków karmiących gołębie! IMGP1068 „Mam wielkiego SUVA, który jest bardziej ekologiczny niż wasze sandały Campusa, więc możecie mi naskoczyć nawiedzone sukinsyny” – takim napisem ozdobiłbym własny egzemplarz PHEVENA. Dobra koniec bredni o ideologiach i napędach. Co tak naprawdę daje nam Mitsubishi Outlander PHEV? IMAG1535_1 Oprócz oczywiście idiotycznej nazwy bardzo wiele. Prowadziłem wersję ze skórzanymi, podgrzewanymi siedzeniami regulowanymi elektrycznie. Miałem do dyspozycji również elektrycznie ustawiane i składane lusterka oraz szyberdach (który jest moją ulubioną opcją w każdym samochodzie). Do tego komputer pokładowy i centrum multimedialne marki Rockford Fostage (Bóg raczy wiedzieć, co to za firma, ale audio grało ponadprzeciętnie dobrze). Udało mi się nawet całkiem szybko sparować telefon oraz moje muzyczne jabłko przez bluetooth. Cały dynks ma dotykowy 6.1 calowy ekran, którego interfejs należy do tych łatwiejszych w obsłudze. Ekran można dzielić na pół, tak by wyświetlał dwa obrazy (np. nawigację i menu audio). Aha, jest jeszcze kamera cofania, która jak znalazł przydaje się w tym sporawym aucie. IMGP1085 Sama deska rozdzielcza jest z rodzaju tych, które lubię. Japoński styl ze starej szkoły. Czyli wszystko na swoim miejscu, w dodatku w miarę niebrzydko uporządkowane. Uwagę przykuwa kilka przycisków. Mamy oczywiście tryb eko(sprawdza się w korkach) oraz tryby oszczędzania i ładowania akumulatorów. Najlepszym trybem japońskiej hybrydy jest jednak 4WD LOCK, który blokuje centralny mechanizm różnicowy i daje kierowcy stałe, równomierne wsparcie na cztery koła. IMGP1073 Próbowałem z całych sił zakopać PHEVENA na błotnistej, rozjeżdżonej przez ciężarówki z pobliskiej budowy drodze. Nic z tego. Mitsu, pomimo zanurzenia w gęstej brei, parło do przodu dziarsko podskakując na wybojach wielkich jak księstwo Monako. Żadnych uślizgów kół, żadnych niespodziewanych numerów. Jak na elektryczną hybrydę to i tak o wiele więcej niż się spodziewałem. I jasne, że w bardziej wymagającym terenie PHEV miałby spore problemy, ale nie do tego został stworzony. Wymagający teren zostawmy jego starszemu bratu – Pajero. Właśnie ta niespodziewana dzielność w terenie sprawiła, że tak spodobał mi się ten Outlander. W naszych czasach, gdy większość SUVów to tylko głupie, oszukane wydmuszki, dobrze jest wiedzieć, że niektórzy producenci nie zapominają o ich przeznaczeniu. Bo dla mnie SUV to synonim niedużej terenówki na średni teren, nie połykacza autostrad, czy bulwarowego pedałowozu z napędem tylko na jedną oś. IMGP1060 Poza tym PHEV fajnie się prowadzi. Jest w miarę stabilny, jak na taki zwalisty kawał żelastwa. Przeszkadzał mi tylko za „luźny”, za lekki układ kierowniczy. Kierownica obraca się w sumie bez żadnego oporu, jakby w ogóle nie miała połączenie z czymkolwiek. Trochę męczy to podczas szybkiej jazdy, za to pomaga w terenie. Niestety, z doświadczenia wiem, że auto jak to spędzi na asfalcie 90% swojego życia. Dlatego wolałbym bardziej mięsistą, sztywną i przez to czytelniejszą relację pomiędzy kierownicą, a kołami. Więcej hardware. Druga sprawa, to dźwięk jaki wydaje silnik spalinowy, gdy dołączy się do elektrycznych braci podczas gwałtownego przyspieszania i wtedy, gdy prędkość przekroczy 120km/h. Ponieważ silnik ten to wspomagacz, nie działa jak tradycyjne silniki. I może przez to wydaje z siebie okropny, sopranowy dźwięk, który można porównać do dźwięków ślizgającego się sprzęgła. Po prostu wyje niemiłosiernie! Owszem możemy się przyzwyczaić. Ale kupując auto za około 150 tysięcy złotych, nie chcemy, by kazano nam zagryzać zęby i udawać, że wszystko jest ok. IMGP1030 I trzecie przewinienie. Raczej mało ważne, ale zawsze. Mamy do czynienia z japońskim samochodem. A te mają dziwaczną przypadłość wydawania z siebie kakofonicznych monofonii dźwięków w postaci pipczenia i wycia na wszystko. Auto pipa na nas i wyje gdy: nie zapniemy pasów ( udręka podczas robienia zdjęć do tego tekstu!), otworzymy drzwi i wyłączymy silnik, otworzymy drzwi i nie wyłączymy silnika, nie zgasimy świateł, nie zgasimy silnika i świateł itp. itd. Coś okropnego. Jeszcze pół biedy, gdy te dźwięki są w miarę akceptowalne. Ale słyszeć ryk Godzilli za każdym razem, gdy przetaczam się przed Magdą z aparatem z prędkością 20km/h to przesada. IMGP1124 Na zakończenie mała konkluzja. Mitsubishi obudziło we mnie wiarę, że hybrydy w przyszłości będą miały sens. Że w przyszłości hybrydy nie będą już kojarzone z ekologicznym bełkotem. Że zwykli kierowcy będą na nie patrzeć przychylnie. Ponieważ hybrydy powinny tak jak Outlander PHEV, potrafić oferować design i przyjemność użytkowania zwykłych aut. Mam nadzieję, że napęd hybrydowy pozbędzie się ciężkiego bagażu ideologicznego. I stanie się wygodną i oszczędną codziennością bez żadnych dodatkowych wyrzeczeń. PS. Niebieskawego mamuta życzliwie udostępnił mi (dwukrotnie!) salon i serwis Mitsubishi Parexbud w Lublinie! Pracuje tam zgrana banda fachowców i moto-entuzjastów – polecam ich całym sercem! Obrazy jak zwykle wykonała niezawodna Magdalena, której dziękuję! PS. 2 Niniejszy tekst zawiera rażące braki w informacjach na temat hybrydowych napędów Toyoty. Przyznam że wolałbym siedzieć dwie godziny nago na słupie, niż czytać o napędach hybrydowych.

Advertisements

3 comments

  1. Cezary

    Nie wiem czemu, mnie nie przekonują technologie hybrydowe. Może dlatego że Prius wyrobił napędom hybrydowym opinie snobistycznych? Nie mam pojęcia/ Ale nie zmienia to faktu że fajnie i rzetelnie napisany artykuł 🙂

  2. Leniwiec Gniewomir

    A ja bym chętnie. Szczególnie, że bagażnik zapewne pomieściłby mój sprzęt basowy, a to dla mnie podstawowa funkcja samochodu. Natomiast, uwaga, uwaga, Prius wcale nie jest szpetny, przynajmniej ten aktualny. Poza tym zawsze jest jeszcze Auris, szczególnie kombi, którym bym bardzo, i to chętnie. Ale ja nigdy nie byłem normalny.

  3. Adrian

    Hybrydy zaraz będą na porządku dziennym – właśnie audi zrobiło hybrydkę – „a trójeczka”. Skoro audi poszło w tę stronę, to naprawdę świadczy o tym, że nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym nabycie hybrydy to będzie konieczność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s