GARAŻ MARZEŃ

Ni z tego ni z owego stuknęło mi 10 tysięcy wejść na bloga! Oczywiście przegapiłem to o jakieś 50 wejść za dużo. Uważam to za swojego rodzaju mały sukces, który przyjemnie motywuje do działania. Tym bardziej, że specjalnie się nie reklamuję, nie wrzucam wszędzie gdzie się da moich wypocin i nie żebrzę o „lajki” na fejbuniu. Fajnie wiedzieć, że przez ten ponad rok pracy udało mi się stworzyć te kilka tekstów, które przykuły waszą uwagę. Dzięki!

Poza tym przegapiłem coś, co „mejnstrimowa” blogosfera nazwała „share week” czy jakoś tam. Różni blogerzy wypisywali wtedy nazwy innych blogerów z dopiskiem kogo odwiedzają, szanują lub czytają. Dlatego teraz ja z moimi dość żałosnymi 10 tysiącami wejść, zamierzam podzielić się z wami jednym w zasadzie blogiem, którego odwiedzam dość często.

Bez owijania w bawełnę: tam ta ra ram tam tam! Zaglądam do kolegi po fachu Jozifa, który pisze o autach na blogu o jakże mylącej i enigmatycznej nazwie „Jozif o autach”.

Ponad to, mam zamiar w tej chwili popełnić tekst, którym zainspirował mnie ten kolega. Prawie tak jak naga Kate Winstet młodego Dikarpio w „Titanicu”.

Otóż, Jozif napisał kiedyś tekst o swoim „garażu marzeń”, w którym wymienił zadziwiająco dużo niemieckich aut, zupełnie jakby był baronem narkotykowym z Bałkanów. Spodobał mi się ten pomysł, bo idea klasyfikacji najlepszych aut według własnego widzimisię jest kusząca!

So lets the game begin!

Garaż.

ooo mam kozacki pomysł na garaż! Taki stary zapyziały hangar polowego lotniska! Ale oczywiście w środku odpicowany, żeby auta nie marzły jak plebs. Taki hangar niesie ze sobą klimat Wielkich Spraw, niedopalonego oleju z gwiazdowych silników i zapachu paliwa. Hangar, to miejsce nie budowane z myślą o człowieku tylko o maszynie, to dom technologii i idei niegdyś tak wielkich, które w naszych czasach zniesione zostały do poziomu oczywistego banału.

Latać jak ptak, jeździć szybciej niż pędzący koń, płynąć tam gdzie kończy się horyzont – zwycięstwa rozumu, uporu i inżynierii. Tak ważne dla naszej cywilizacji.

229

I właśnie w takich hangarze – Bazylice Benzyny wyznaczyłbym pięć miejsc na auta marzeń. I koniecznie musiałby w nim stać jeszcze jakiś stary samolot. Abo dwa:)

Miejsca parkingowe.

Tylko i aż pięć. Jozif wybrał dziesięć aut a i tak narzekał że za mało. Ok, podbijam więc poziom trudności i typuję Złotą Piątkę. Boże, jest naprawdę ciężko. To jakby wybrać swoje ulubione zachody słońca, albo pocałunki. Ale nic to, trza to trza! Poniższa lista nie jest układana wedle żadnego schematu. Znajdują się na niej auta subiektywnie dla mnie wspaniałe. Próbowałem od pół roku ją przemyśleć, przegryźć w taki sposób by zawierała absolutne dzieła sztuki. Nie udało się. Jadę więc na żywioł i piszę to co dyktuje serce a nie „szkiełko i oko”.

ZACZYNAMY

#5

Alfa Romeo 8C 2900B (1937)

Startuję z mocnym akcentem. Kolebka motosportu – Włochy, dały nam istne setki wspaniałych maszyn, począwszy od Ferrari na De Tomaso skończywszy. Jednak patrząc na profil tej starej 8C nie sposób się nie zachwycić. Wyobraźcie sobie! Nadać autu taki kształt tylko za pomocą własnej wyobraźni i narzędzi w warsztacie! Bez żadnych tuneli aerodynamicznych, stref zgniotu i systemów bezpieczeństwa. Tylko czysta, nieskażona forma otulająca mistrzowski rzędowy silnik o ośmiu cylindrach, prawie trzech litrach pojemności i dwóch rotujących sprężarkach. Majstersztyk ten generował fenomenalne 180KM i rozpędzał to cudowne dziecko wyścigów do 200km/h.

Alfa-Romeo-8C-2900B-1938-1

I wiem, że pewnie bałbym się/nie umiałbym jeździć tą boską istotą, jednak samo obcowanie z nią i świadomość posiadania, byłaby wystarczająca.

#4

Ford GT (2003)

Koniec lat 60 był dla Enzo Ferrariego koszmarem. Zjawił się bowiem u niego jakiś paskudny Amerykański parweniusz, Robert McNamara, ze swoimi brudnymi, proletariackimi dolarami i oznajmił, że kupi od Enzo jego wspaniałą manufakturę. Szczyt bezczelności i chamstwa. Oburzony „Il commedatore” odesłał Americano z kwitkiem. Ten zaś, niezbyt zadowolony z tego obrotu spraw, wrócił do Stanów, do swojej wielkiej fabryki zwanej FORD i zarządził mobilizację na poziomie DEFCON 1. Oznajmij swoim inżynierom, że mają natychmiast rzucić dotychczasowe zajęcia i biec do desek kreślarskich, ponieważ najnowszym celem firmy jest pokazanie temu staremu, upartemu makaroniarzowi! Tak właśnie powstał Ford GT40.

02detroit frdconcept

I niemal od razu utarł nosa Ferrariemu poprzez czterokrotne wygranie prestiżowego i jednego z najbardziej rozpoznawalnych wyścigów – 24heures LeMans. Ford GT – samochód zbudowany w Ameryce, przez ludzi lubujących się w skrzydlatych Cadillacach i autach prowadzących się jak kilo smalcu, pokazał że osławione włoskie, eteryczne maszyny są zwykłą kupą złomu spod Modeny. Cudnie!

A skąd w takim razie GT z 2003 roku? Z próby wskrzeszenia legendy. Siedziałem w oryginalnym GT40 i muszę przyznać, że pomimo całej mojej miłości do tej „machiny zemsty” nie byłbym w stanie przejechać nią ani metra. Pedały gazu, sprzęgła i hamulca zajmowały razem tyle miejsca, co mój jeden but rozmiar 43. Fotel wykonany był z pociętych w pasy węży strażackich, głowa nie wchodziła pod „gilotynowe drzwi”, a kierownica blokowała mi się o brzucho.

Natomiast reedycja z 2003 roku to pełnoprawny samochód sportowy XXI wieku z karoserią kropka w kropkę przeniesioną z lat 60tych! Uwielbiam jego komiksowy kształt i to, że Ford w 2003 roku wypuścił tak odważne auto do salonów sprzedaży. Znamy przecież te nowoczesne auta, które starają się mniej lub bardziej nieudolnie czerpać ze swoich Wielkich poprzedników. Tutaj cały splendor formy pozostał nietknięty. Zmieniło się tylko to, co tyczy się technologii. Cudne, cudne auto!

#3

Toyota Land Cruiser J1200 (2007)

Niezniszczalna, niepokonana, Chuck Norris aut terenowych. Auto które swoją historię zaczęło w 1955 i po dziś dzień stanowi podręcznikową definicję Samochodu Terenowego. Dlaczego więc podoba mi się wersja dopiero z pierwszej dekady XXI wieku? Bo oprócz zapierających dech właściwości terenowych, można było ją doposażyć we wszystko na co tylko pozwalał portfel i wyobraźnia. Land Cruiser nakierował zamożnego klienta w swoje objęcia bardzo prostym zabiegiem. Był jak lokaj Batmana – Alfred Pennyworth. Z jednej strony były komandos brytyjskiej SAS, twardziel na którego można zawsze polegać a z drugiej dystyngowany, ułożony gentleman, znający się na rodzajach win, skokach na giełdzie i uwerturach Wagnera. Idealny ochroniarz, ale i towarzysz w wysublimowanym świecie staromodnego biznesu i kultury. Opoka na wietrze. Ciepły górski domek w zimowych Alpach. Błogość.

2010_Toyota_Land_Cruiser_150_Prado_5-door_-_UK_version_019_0513

Poza tym popatrzcie tylko jak on wygląda! Znam ludzi z mieszkaniami o mniejszym metrażu! Ogromna, cudowna bryła monolitu! Założę się, że gdyby został wystrzelony w księżyc, spadając wypierdzieliłby nowy krater. Po czym kręcąc chwilę rozrusznikiem, podjechałby jeszcze pod operę w Sydney.

#2

Renault Alpine V6 A610 (1995)

Tak bardzo niedoceniane gran turismo od żabojadów. Za każdym razem gdy żabojady biorą się za design auta, ja z radości przebieram nogami. Bo jednak istnieją francuzy takie jak Alpine A610, które mają w sobie jakąś cząstkę boskiej synergii, Złotą proporcję między inżynierią a poezją. Nigdy, przenigdy nie widziałem tego samochodu na żywo, ale z każdego jego zdjęcia namacalnie czuję moc silnika V6 i seksapil subtelnej karoserii. A nie jest to byle jakie V6. Wydziera ze swoich trzewi 254KM i bujał się do stówki w niecałe 6 sekund! Całkiem nieźle jak na koszyk na bagietki…

Renault_Alpine-A610_1991_2

Pierowtnie miała się tu znaleźć Alpine V6 GTA Turbo z 1986 roku, ale wybrałem jej nowszą wersję. Powód jest poważny – wersja z 1995 ma podnoszone przednie reflektory. A podnoszone światła w autach – synonim lat 80-tych i 90-tych to w motoryzacyjnym świecie coś jak scena łóżkowa z Angeliną Jolie i Scarlett Johannson…Istna perfekcja

#1

Honda NSX (1990)

W końcu numero uno, absolutne numer jeden moje wyimaginowanej kolekcji!

Są trzy ważne powody, dla których wariuję na punkcie tego auta. Pierwszy – było ulubionym autem „cywilnym” legendarnego Ayrtona Senny, trzykrotnego Mistrza Świata Formuły 1, którego umiejętności prowadzenia samochodów były skalowane między punktami „Syn Boga” a „Czarnoksiężnik”. Ponadto Senna brał czynny udział w konstruowaniu podwozia, dzięki czemu jest to podobno jedno z najlepiej prowadzących się aut na świecie.

Drugi powód to jego wygląd! Dobry Boże NIE POWSTAŁ NA ŚWIECIE ANI JEDEN PIĘKNIEJSZY SAMOCHÓD SPORTOWY! NIGDY! Tylko obadajcie te gładkie niskie linie,ten długi tył, zakończony zespolonym spojlerem i przeszklony dach. Tak filigranowe a zarazem bojowe kształty zostały stworzone we włoskiej mekce niebanalnych karoserii – Pininfarinie.

5779252055_e814cbf1d1_b

W końcu powód trzeci. Jest trochę powiązany z drugim. Otóż parę lat temu (dajmy na to z dziewięć) spotkałem NSX’a, zaparkowanego na Kazimierzu w Krakowie. Stał sobie jakby nigdy nic, cały czerwony i niski i wyglądał! Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak on wyglądał! Przez te dziesięć lat widziałem i niekiedy pakowałem tyłek do różnego rodzaju Ferrari i Lamborghini, ba! Widziałem nawet Amerykański Mokry Sen – Saleena S7. I żadne z tych aut nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak tamten NSX. Magiczny, mistyczny Japoński przecinak. Jedna z podwalin mojej ogromnej miłości do aut…

the-legendary-acura-nsx-history-and-review-4

#1ex aequo – Lotus Omega Carlton

Nie można być prawdziwym bogaczem bez limuzyny! W końcu trzeba czymś dojeżdżać pod swój garaż marzeń prawda? A skoro mieć limuzynę, to koniecznie najszybszą. Lotus Omega, to w zasadzie Opel Omega napakowany bebechami Lotusa po same brzegi. Dlaczego to auto? Bo zapoczątkowało modę na nowoczesne, naprawdę-cholernie-szybkie luksusowe sedany. I nie szybkie w sensie trochę więcej koni i prędkość maksymalna ponad 240km/h. O nie, mamy tutaj owoc miłości General Motors i Lotusa w postaci sześciocylindrowej rzędówki dopalanej dwiema sprężarkami Garett o mocy prawie 380KM wyciągniętej z 3,6 litra pojemności! Daje to ponad sto koni na litr. I to w 1990 roku!

http://www.autogaleria.hu -

Poza tym spójrzcie jak ta Omega niepozornie wygląda. Archetyp „sleepera” prawda? A tak naprawdę jest to limuzyna, która przez sześć lat dzierżyła tytuł najszybszej limuzyny świata. Nie było to trudne, ponieważ setkę osiągała z łatwością w ledwo ponad 5 sekund a kończyła rozpędzanie na 283km/h!Te dane robią wrażenie do dziś, szczególnie gdy większość super-sedanów sprzedawana jest z ogranicznikami prędkości do 250…Ehh takie czasy…

lotus-omega-05

Zdawałoby się, że to już wszystko. Nie mam już miejsca w hangarze marzeń. Brakuje mi go! Nie znalazłem miejsca na Subaru Forestera STI, ani na Alfę Romeo 8c Disco Volante. Żałuję też, że nie mogę przyjąć pod swoje skrzydła Jaguara E-Type ani Lotusa Esprita. Chociaż ten szedł łeb w łeb z Alpiną! Pomachałem ze łzami w oczach również Renault 5 Turbo i Ferrari 288 GTO. Żałuję też Lamborghini Countacha i Chevroleta Corvette Stingray.

Ale muszę przyznać, że mój garaż marzeń jest wyjątkowo piękny:)

Advertisements

7 comments

  1. jozif

    Po przejrzeniu Twojego garażu musiałem zmienić na chwilę kartę, i przejść do mojego wymarzonego, żeby pooglądać coś ciekawego :-P. JK.
    Zszokowała mnie jedynka. Rozumiem jak istotne jest to auto, co sobą reprezentuje i co znaczy, ale ta jedynka to potwarz dla NSX. Policzek dla Alpiny. I siarczyste splunięcie śliną o żółtym zabarwieniu i gęstej konsystencji w w twarz alfy romeo.
    ps. fragment o bałkanskim baronie to dla mnie komplement. Tony Montana to mój idol.

    • olekprzytula

      Jozif, w sensie że Lotus Omega? Auto w sumie poza konkursem, ale idealnie byłoby je mieć na codzień. Nie wyobrażam sobie bowiem codziennego toczenia się NSX’em albo stania w oparach oleju nad maską Alpiny;) A taki Carlton to kwintesencja Mnie. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego i można się spokojnie i bez zamieszania przemieszczać. A gdy potrzeba, może zdeklasować 99% aut dookoła siebie:) Dlatego nie stanęła w garażu. Nie miałaby czasu stać!

    • olekprzytula

      Był jakiś czas temu na allegro w liczbie sztuk jeden. Kosztował coś około bardzo dużo;) nie wiem czy się znalazł chętny. Ale jak dziś trafię szóstkę w totka to zacznę się za nim rozglądać;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s