GARAŻ GROZY

Właśnie skończyłem przeglądać książkę o wdzięcznym tytule „CRAP CARS” sygnowaną logo BBC oraz TopGear. Muszę przyznać jedno – facet który ją redagował to skończony przygłup! A to dlatego, że wśród prezentowanych w niej oczywistych motoporażek, jak Reliant Robin czy Suzuki Wagon R, znalazły się również takie cuda jak Renault Safrane, Renault 9, Mitsubishi 3000GT czy nawet Maserati Biturbo i czadowe Subaru XT.

Rozumiem pojawienie się w tej książce Poloneza czy Malucha. Polacy mają do nich sentyment. W czasach gdy powstały nie było nic innego. Były więc marzeniem każdego kierowcy i niedoścignionym wzorem. Skończyło się to tym, że konstruktorzy wpadli w samozachwyt nad tymi swoimi cudami i postradali zmysły, co zaowocowało brakiem większych modernizacji tych modeli przez następne 40 lat. Rozumiem też powód dla którego pojawiła się Łada serii 2107 oraz Trabant, bo to dziadostwa jak żadne inne i były nimi już w dniu, gdy jakiś sowiecki lunatyk postanowił je wyprodukować.

Jednak w ogólnym podsumowaniu i tak zdecydowaną większość modeli oceniłem na „brałby” niż na „meh”. Dlatego wpadł mi do łba wspaniały pomysł. Skoro pisałem już wam nie tak dawno o moim Garażu Marzeń, stworzę teraz Garaż Grozy – tak dla równowagi.

Mam dziwny gust motoryzacyjny, więc taki tekst może przynieść nam sporo świętego oburzenia i kręcenia z niedowierzaniem głową. A może już więcej tu nie zajrzycie, bo takim niesmakiem napełni was poniższa lista?

Przekonajmy się!

UWAGA! OŚWIADCZAM: Wolałbym mieć do końca życia same Multiple (które przynajmniej mają jakiś charakter), niż jeździć którymś z tych monstrów przez rok!

Fiat Siena

Pamiętam jak w podstawówce zdarzało mi się zostawić kanapkę z serem w plecaku na całe wakacje. Po dwóch miesiącach leżakowania w plecaku wyglądała jak twarz matki Sylwestra Stallone’a. Nigdy nie przypuszczałbym, że zainspiruje ona inżynierów i designerów Fiata do stworzenia auta, którym była właśnie Siena.

Bo Siena wyglądała okropnie! Jak spłaszczona, wymemłana buła. Widywałem już lepsze zachowanie proporcji w dokumentach o syjamskich bliźniakach na Discovery.

Fiat_Siena_Sedan_1997

Siena była bowiem wszystkim tym, co najgorsze we włoskiej motoryzacji sprzed milenium! Kupowali ją ludzie, których mamiła wizja „auta z salonu”, a kompletnie nie odstręczał okropny wygląd, wyposażenie jak z baraku w obozie pracy i silnik inspirowany ludźmi chorymi na malarię. Jednak auto to miało jeszcze jeden, niesamowicie beznadziejny drobiazg. Była to dumna naklejka z cyfrą 75 na błotniku, która to odzwierciedlała moc auta. W całej historii motoryzacji nie było bardziej żałosnej próby zaimponowania czymkolwiek komukolwiek. Nigdy! 75 marnych koni, zapchanych bułą z serem! To jakby mężczyzna nosił koszulkę z napisem „mam rozczarowująco małe prącie”!

fiat_siena_1997_pictures_1

Nie znam nikogo, kto spojrzałby na tę deklarację mocy i powiedział „No, ten to pewno zapier*ala”

Brzydkie i żałosne – żałosne i brzydkie.

Audi A3

Okej, rozumiem, że w momencie wprowadzenia na rynek nowe A3 mogło się podobać, bo czemu nie? Jednak mówimy o naszym rynku, na którym rozbija się po drogach jeszcze tysiące takich trupów z przebiegiem większym niż „Sokół Millenium” Hana Solo. Naprawdę nie wiem jak można chcieć sprowadzić sobie „z zagranicy” tego skatowanego, wymemłanego Golfa MK4 z innym przodem i czterema pierścieniami na masce? Chyba że dla szpanu pod remizą.

Audi_A3_front_20080326

I powstaje pytanie – jak bardzo musimy być nieogarnięci by podobało nam się to auto? Wytłumaczę to na prostym przykładzie stawiania pasjansa w Windowsie. Grasz w pasjansa bo akurat masz czas, jest zainstalowany, nie wymaga wielkiej koncentracji i nie zaskoczy cię armią Orków wypadających zza winkla jak inne gry komputerowe, prawda? A teraz wyobraź sobie, że w zasadzie tego samego pasjansa robi EA Games. Owszem, jest trochę bardziej świecący, ma ładne pudełko i jest atrakcyjniejszy graficzne, ale tym razem musisz do niego sporo dopłacić! A przecież gra jest w sumie taka sama. Tracisz pieniądze z powodu znaczka EA, a mogłeś grać w normalnego pasjansa – czyli Golfa. Stare, używane A3 to właśnie ta sama gra, tylko od EA.

Audi_A3_rear_20080326

PS Poza tym bardzo często widzę te złachane trupy powożone przez gości w białych czapkach nasadzonych na potylicę, jadących w oparach autogazu i przy dźwiękach disco-polo Nie wierzę, że to pojedyncze przypadki. Więc nie, dziękuję!

Renault Thalia

Nie wiem jak można było do tego dopuścić. A jednak Thalia weszła do gamy Renault i o dziwo, cieszy się wzięciem. Nie rozumiem jednak, kto pozwolił na jej produkcję?

Po mizernych, zachowawczych i bezpłciowych pierwszych generacjach Megane, Laguny i Clio Renault weszło w nowe tysiąclecie z przytupem. Laguna II obsługiwana kartą-pilotem, Megane II wyglądające jak żelazko ze Star-Treka czy takie cudeńka jak Vel Satis i Avantime uświadamiały nam, że francuscy inżynierowie podostawali pewnie od kierownictwa bean-bagi zamiast krzeseł biurowych i zjeżdżalnie zamiast schodów. Poza tym kazano im pewnie całymi dniami oglądać filmy SF i pozwolono chodzić do pracy w trampkach. Z całą pewnością dostali też pozwolenie na długie przerwy obiadowe obfitujące w wino, podczas których podszczypywali kelnerki. Dlatego cała gama modelowa Renault z tamtego czasu jest świeża, trochę zawadiacka i innowacyjna jak na swoje czasy. Jednak jest też awaryjna – i to ich cały urok. Ale czy aby na pewno wszystkie auta produkowane wtedy mają ten kapryśny styl?

NIE. Pojawia się wrzód na zadzie, opóźniony kuzyn – Thalia.

Renault Thalia 2002 002

Jeden z inżynierów nie lubił krótkich spodenek, zjeżdżalni i za skandaliczne uważał picie w pracy. Wziął więc całkiem ładny projekt Clio II z deski kreślarskiej kolegi, który poszedł strzelać dziewczynom ze staników i dorysował do niego obrzydliwy bagażnik. Powstało monstrum przypominające psa wycierającego dupsko o dywan! Jeden, klockowaty element z tyłu sprawił, że auto postarzało się o dziesiątki lat. Straszne. Brzydkie. Beznadziejnie zepsute na wieki.

Seat Ibiza

Niemiec na wakacjach na Majorce. Byłem, widziałem, nie zapomnę tego nigdy. Niemiec na wakacjach wygląda jeszcze gorzej niż w każdej innej sytuacji. No może poza tą, gdy stoi w mundurze z czaszką na czapce i krzyczy „Hende Hoch!”

Będąc na Majorce przeżyłem największą ilość Niemców na metr kwadratowy w moim życiu. A oni sami są okropni. Mają żarówiaste ubrania i rozchełstane koszule. Mają blond dzieci i blond żony. Wszyscy są spoceni i opaleni na wiśniowo. Piją niemieckie piwa i jedzą niemieckie wursty w niemieckich garkuchniach, których na wyspie trochę jest. Obwieszają się każdym tandetnym szajsem jaki wciśnie im pan Mbutu ze swojego obnośnego straganu. Ponadto, nawet gdy ich rozmowy mają wesoły wydźwięk, brzmią jakby psy gryzły się ze sobą, tocząc się w bębnie pralki z K2.

Taki właśnie był i w zasadzie jest Seat Ibiza. To taki Niemiec na wakacjach. Ubrali go w oczojebne kolory i doprawili w miarę bojową linię nadwozia. Wsiadasz do środka, zwiedziony tym całym festynem a tam III Rzesza. Szwabskie wnętrza i szwabskie silniki. Szwabskie zawieszenie i szwabskie prowadzenie. Oczywiście to akurat powinny być gigantyczne plusy. Niestety, ale żartobliwe odwracane hasło Seata „Hiszpańska precyzja – Niemiecki temperament” ma w sobie ziarnko prawdy. Bo możecie dać mi do złożenia najlepszy z zegarków od Patek Phillipe, a ja owszem, złożę go do kupy. Ale bądźcie pewni, że zostanie mi mnóstwo części, a zegarek będzie równie precyzyjny co przepowiednie nagabującej cyganki.

To samo stało się z Seatem. Hiszpanie woleli uciekać przed bykami, niż porządnie skręcać swoje auta. Gdyby się zastanowić, to wychodzi na to, że hiszpański hatchback dostał od Hiszpanów tylko kiepskie wykonanie i krzykliwe kolory. Cała reszta to Niemiec. Niemiec w klapkach i zabawnych szortach zdecydowanie do mnie nie przemawia.

SEAT Ibiza Mk II

Teraz mam naprawdę zagwozdkę. Zostały mi w zasadzie trzy auta. Dwa ludowozy i jeden Merc. Wzasadzie to nawet nie Merc. No nic, zacznę od pierwszego ludowozu.

VW Garbus

Jakoś nie kojarzę, by po wojnie robiono imprezy i grano koncerty rockowe w dawnych obozach koncentracyjnych. Ani nie zamieniano ich na kolorowe, pomalowane w kwiaty komuny hipisów prawda? I nie jestem do końca pewien, ale nie widziałem do tej pory myśliwców Messerschmitt przerobionych na place zabaw, ani dział samobieżnych Jagdpanzer V przekonstruowanych na pistolety na wodę do parków rozrywki. Dlaczego więc VW Garbus, zaprojektowany wespół przez Hitlera i Ferdinanda Porsche stał się ulubionym samochodem pomyleńców i hipisów? Zaprojektowano go przecież po to, by dumna rasa panów mogła beztrosko i łatwo przemieszczać się po podbitej przez siebie Europie. Gdyby o tym mocniej pomyśleć, to nawet trochę straszne, że Hitler oglądał plany Garbiego i zachwycał się pod wąsem „ja, schon, wunderbar, das kleine automobilem będzie woził meine aryjczyków po trupach naszych wrogów, ja!”

1952-volkswagen-beetle-side

I nagle, ni z tego ni z owego po wojnie w tym paskudztwie na kołach zakochali się  wszyscy hipisi świata. Zdaje mi się, że w Stanach był antytezą samochodu, opozycją do wielkich, obszernych krążowników szos, które tak uwielbiali Hamerykanie. Spójrzcie tylko na ten paskudny, obły kształt i na te głupie wybałuszone reflektory – to antyteza samochodu. Pstryczek w nos każdemu kto ceni wygodę, prędkość i frajdę z jazdy. Dziadostwo to przez cały okres produkcji mogło szczycić się osiągami emeryta-inwalidy. Początkowa moc to zapierające dech w piersiach 25 KM. Pod koniec produkcji, wyniesiono ją na jeszcze wyższe pułapy około 50KM. Nie chodzi o to, że teraz brzmi to biednie. To zawsze brzmiało biednie, nawet w czasie gdy go produkowano.

maggiolone

Podsumowując: Garbus, czyli auto ideał dla anty-systemowego hipisa. Brrrrr, aż przechodzą ciarki.

VW Touran

Nie, nie wierzę, że ten samochód powstał zaledwie kilka lat temu. Jak to w ogóle możliwe, żeby w XXI wieku ktoś w ogóle mógł zaprojektować tak mdłe, bezpłciowe i nudne nadwozie? Podejrzewam, że ówczesny szef VW Ferdinand Piëch przyszedł do inżynierów i powiedział: „Francuzi robią bajeranckie minivany. Każdy normalny człowiek, kupując minivana leci do tych bagietkowatych tchórzy! Zaprojektujcie mi minivana, który będzie kompletnie inny niż te ich Sceniki i Pikassy! Ma być zbudowany według „ordnung” i w żadnym razie nie może być ładny, ciekawy ani designerski. Kto ośmieli się używać przy tym projekcie wyobraźni zostanie pobity linijką po łapach!” Po czym wniósł im do biura kawałek żużlu, książkę telefoniczną, stary faks i padniętą krowę, aby mieli coś, co ich zainspiruje.

2005_volkswagen_touran-pic-33068

I tak właśnie powstał Touran – wielka, smutna bryła beznadziei, która wyszła naprzeciw ludziom żyjącym jak rośliny, którzy za nic w świecie nie chcą czerpać radości z życia.

volkswagen-touran-van-1208-6915_v1

Spójrzcie tylko na zdjęcie! Zdarzało mi się widzieć bardziej interesujące cegły. Swiatła są światłami. I Są prostokątne. Jak to światła. Drzwi są najbardziej „drzwiowymi” drzwiami w historii samochodowych drzwi. Przód mieści komorę silnika, chłodnicę i tablicę rejestracyjną. I już ziewam z nudów. Nie wstawię wam zdjęcia jego wnętrza, bo wszyscy co do jednego zapadniecie w śpiączkę…

Gdyby Touran był ciałem niebieskim, na pewno byłby czarną dziurą – pustką tak ciemną, że aż pochłania światło i czas.

MIEJSCE PIERWSZE – Smart I generacji

Pierwszy Smart to taki mój samochodowy odpowiednik posła Wiplera. Gdy go widzę na drodze, mam ochotę rozpędzić się i wjechać w niego z całym impetem jak japoński Kamikadze.

Smarta zaprojektowali Niemcy. Myśleli, że będzie zabawny i „cool”. Niemcy. Zabawny. Cool.

Powtórzę. NIEMCY – ZABAWNY – COOL. Rozumiecie o co chodzi, nie?

W efekcie powstało następne anty-auto. Serio nie wiem, jak oni to robią, ale to już następny po Garbusie, Polo, Mercu A, nowym Foxie i Lupo mały niemiecki samochód, który aż zieje beznadzieją.

smart_fortwo_1998_wallpapers_1

Jest brzydki. Nie ma przodu ani tyłu. Wygląda więc jak wenezuelska nastolatka, która jeszcze nie dostała w prezencie na 16 urodziny pakietu operacji plastycznych. W zasadzie to jest budką ciecia parkingowego na kołach. Albo zmotoryzowanym Toi-Toiem. Za każdym razem gdy go widzę, czuję się mocno obrażony. Na Boga, przecież jest tyle fajnych, małych aut! Między innymi Nowe MINI, Peugeoty 106/107 i nawet 1007 jest też Toyota Aygo i IQ, Renault Twingo oraz chociażby Fiat 500.

Poza tym, nie chciałbym przejechać Smartem nawet po parkingu! Siedząc w środku cały czas myślałbym, jak niewiele przestrzeni dzieli mnie od auta przede mną i za mną. To jak jeździć z prędkością 80km/h w kontenerze na frakcję suchą.

1039960smart_nyc058

Gdyby jeszcze argumentem była cena – „kupiłem te paskudztwo, bo kosztowało 7 złotych”. Ale nie, bo Smarty były od cholery drogie! Wiem, że są na świecie ludzie, którzy kupiliby nawet buty wyglądające jak koń zdychający w bagnie i niewygodne jak klocki lego, gdyby były zrobione przez Johna Lobba albo Louboutina.

Smart2007

Spójrzcie tylko na kobietę ze zdjęcia powyżej. Nie chcielibyście się z nią kolegować prawda? Na bank lubi ona wnosić pozwy i głośno krzyczeć przez zaciśnięte zęby swoje racje. Antyteza sympatycznej osoby w antytezie fajnego auta.

I jednak nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że auto zajmujące tak małą przestrzeń jest tak odrażające. Przecież Smart Roadster był całkiem fajny, a Smart na 4 osoby nawet trochę nudnawy. Dlaczego więc dwuosobowy jest tak szpetny i denerwujący? Nie mam pojęcia…

PS Najlepsze jest to, że w tym roku zadebiutował najnowszy Smart ForTwo. Ma nawet maskę z przodu! Szalenie mi się podoba! Jeździłbym jak Gustlik człołgiem! Widać więc, że jak chcą, to mogą! Tylko popaczcie:) 

2015-smart-fortwo-by-brab-24_1600x0w

Tak sobie wszystko przemyślałem i sądzę, że mógłbym kontynuować tę listę jeszcze dalej i dalej. Nie zdążyłem opisać upośledzonych hipopotamów, które Mercedes nazwał klasą A i B. Nie opisałem również Toyoty Yaris Verso, ani kota srającego w sieczkę – Fiata Stilo w wersji 5-drzwiowej. Na wspomnienie zasługuje też jeżdzący styropian – Daewoo Matiz. Brakuje mi też miejsca na moto odpowiednik Lucka z „Na Wspólnej” – Nissana Tiidy.

Jednak auta, które znalazły się w tekście powyżej zasługują na specjalne miejsce w mojej galerii osobliwości, bo widzicie, nie chodzi tylko o wygląd tych aut. Chodzi o ich całokształt. Gówniane okładki do gównianych książek z gównianą treścią.

Zdjęcia pochodzą z internetu. Robili je jacyś wyjątkowo odważni ludzie. Połowa z nich jest dalej w śpiączce. Druga połowa i tak wpuszcza koszule w krótkie spodenki „Bomber”, więc nic co nudne ich nie rusza.

Reklamy

4 comments

    • olekprzytula

      no co ty pitakruzer to auto o aparycji dziobaka;) niby paskudne, ale intrygujące! jeździłbym, poza tym najsłabszy silnik benzynowy miał 142 konie mocy, a najmocniejszy ponad 200, wyobraź sobie, dwustukonny dziobak!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s