Solanum tuberosum

Ziemniak.
No cholerna pyra. W sumie to nic specjalnego, zwykła, przypominająca otoczaka bulwa o w zasadzie umiarkowanym smaku i zapachu. Ale czy wiecie, że to czwarta pod względem ilości uprawy roślina uprawna na Ziemi? Takie gówniane niby nic, a znalazł swoje miejsce w większości kuchni świata. A dosłownie tysiące dań nie jest w stanie się bez niego obejść.
Rocznie zjadamy ponad trzydzieści kilo tego glinianego pędu i chyba niezbyt da się wyobrazić życie bez niego.
Ot, takie niczym niewyróżniające się „byleco”, ale nadaje się zawsze w sam raz.

Siedzę sobie właśnie i przeglądam zdjęcia Citroena C4, którego testowałem po koleżeńsku młodym wilkom (bo „chłopaki” to są ponoć w agencjach towarzyskich) z LEFTLANE.PL i zastanawiam się, czy w roku 2015 możemy kupić bardziej ziemniaczany, bardziej zwyczajny heczbak?
IMAG3649
Owszem jest Golf/Polo/Leon/Ibiza/Rapid (niepotrzebne skreślić) ze swoimi szpanerskimi, kanciastymi liniami i tym wspaniałym, pokazującym środkowy palec dieslem pod maską, który zrobił w jajo całe Stany i sporą część Europy, przez co ludzie w sandałach, czyli wszyscy ci „nastawieni ekologicznie” mają następne zmartwienie.
Mamy też różnego rodzaju heczbeki od Nissana, Hondy, Mazdy, Kii czy Renault, które dość często aspirują do miana ekscytujących i sportowych maszyn, ale to tylko zbędna otoczka. Są po prostu jak wasz ojciec. Nie będzie on ani odrobinę sportowy, gdy obetnie sobie włosy na Messiego, kupi kolorowe Najki i zainstaluje sobie endomondo.
To dalej będzie wasz ojciec, tyle że ubrany jakby dopiero co wrócił z NRD.
Nie chcę nawet mówić o heczbakach Audi, Bemy, Merca czy Lexusa, bo jednak kupowanie heczbaka za kontener pieniędzy moim zdaniem mija się z celem. Heczbak przestaje być heczbakiem a staje się manifestacją tego, że w sumie dobrze nam się powodzi, ale mogłoby lepiej, skoro mamy tylko heczbaka. I jak kiepski mamy gust odnośnie aut. Poza tym, gdy widzę nową klasę A Mercedesa i nie jest to wersja AMG zastanawiam się, co do cholery podkusiło osobę, która nim jedzie, skoro wydała furmankę pieniędzy na niespecjalne auto, które nie ma do zaoferowania nic ponad to, co kilkadziesiąt tysięcy tańsi konkurenci?
DSC_1601

Wracając, więc do rolniczego żargonu – mamy całe mnóstwo papryczek jalapenos, bakłażanów, kaszy kuskus, szafranu i trufli, ale nic z tego nie jest tak dobre i uniwersalne jak ziemniak. Oczywiście, nie mówię, że ziemniak nadaje się do wszystkiego, bo nie nada się zrobienia budyniu, czy rosołu, ale i tak jest nieodzowny w naszej kuchni.
IMAG3665

Doczłapuję więc powoli do clou, czyli do nowego Citroena C4 w kolorze ziemniaka. Miałem z nim mnóstwo zabawy, mimo faktu, że zdaje się tak bardzo nijaki i…brązowy.
IMAG3670
Na początku myślałem, że skoro pod maską zamontowano etiopskiego suchotnika o pojemności mniejszej niż butelka Oranginy, będzie jeździł do kitu. Na całe szczęście ta popieródłka o trzech cylindrach została wzmocniona turbozaurem i zdolna była wykrzesać z siebie 130 koni mechanicznych! I nie do końca zgadzam się z tym całym „downsizingiem”, gdzie silniki o pojemności kocich jąder mają dużo mocy pochodzącej głównie z turbiny, bo nie wróży im to długiej, bezawaryjnej pracy, ale ten tutaj mały zawodnik dawał sobie nieźle radę!
DSC_1444
DSC_1462
Poruszanie się po Warszawie, gdzie kierowcy wzorują swój styl jazdy na grze Death Rally, nie stanowiło problemu. Silniczek szybko wkręca się na obroty i jeżeli nie słuchamy się elektrycznego brodacza w sandałach, który sugeruje zmianę biegów przed osiągnięciem 3000 obrotów, jesteśmy w stanie dziarsko wyrywać do przodu. Turbina w tym silniku zdaje egzamin, bo moc jest w zasadzie dostępna w bardzo szerokim paśmie i w dostatecznej ilości. Dzięki czemu francuski kartofel zaczyna łapać zadyszkę dopiero przy 180 – 200km/h, co jest niezłym wynikiem, jak na tak „normalnego” hatchbacka.
DSC_1595
Jeżeli chodzi o zawieszenie, to według mnie, mamy szczęście, że Citroen nie utwardził go, ani nie usportowił, ponieważ w żadnym wypadku C4 nie aspiruje do miana auta dla „wymagających kierowców”. I bardzo dobrze, nie wiem, kto chciałby wymagać od średniego, auta rodzinnego jakiś wyuzdanych osiągów i mega-sportowej przyczepności. Jeździmy więc wygodnie i miękko, ale i gdy trzeba szybko. Nie ma tu kompromisów pomiędzy normalnym a sportowym samochodem, bo po co? Citroen nie szczuje nas następnym z grona „modnych” hothatchy, które w zasadzie zawsze muszą poświęcić jedną z cech na korzyść innej.
IMAG3676

Zawiodło mnie jednak wnętrze tego samochodu. Bardzo chciałem by było odjechane – czyli takie do jakiego przyzwyczaił nas Citroen. By oczywiste przyciski były na nie swoich miejscach, a zamiast kierownicy był drążek zmiany biegów lub inne takie.
DSC_1412
Więcej też spodziewałem się po systemie multimedialnym i nawigacji. Pamiętam ten, którego używałem w nowym C4 Grand Picasso – był niesamowity, robił różne zabawne sztuczki i posiadał ładny graficznie interfejs. Niestety stało się coś dziwnego, bo „tableto-sterownik” w C4 wygląda, jakby był starą Nokią Communicator. Jednym słowem – trochę śmierdzi już kurzem i pudłami ze strychu. Nawigacji brak grafiki 3D a ponad 7calowy ekran nie posiada multi-toucha. Szkoda, bo to zmarnowany potencjał.
cl 14.163.006
Jest za to system keyless oraz fajoskie gniazdko 230V, do którego można podpiąć normalną wtyczkę, dzięki czemu możemy używać w aucie żelazka, lokosuszarki albo frezarki!

Nie, śmieszkujemy sobie trochę, ale trzeba oddać Citroenowi, że wnętrze C4 jest bardzo spójne i eleganckie, można powiedzieć konserwatywne. I to tyczy się również jego funkcjonalności. Niestety nie ma gdzie położyć kluczyka, który też wygląda jak mały ziemniaczek,(co chyba nie jest przypadkiem) przez co przewala się on jak otoczak po wnęce pod radiem.
IMAG3679
Kolejnym minusem jest jeszcze to, że w środku jest tak ciemno, buro i szaro jak w szafie zakonnicy. Przydałyby się mocniejsze przebicia. I nie tylko poprzez ogólne rozjaśnienie. Myślę bardziej o żywszym zwiększeniu kontrastów pomiędzy kolorami. Nadałoby to trochę życia…
IMAG3671
W całokształcie dostajemy całkiem smaczne i pożywne warzywo, które może i zdaje się niezbyt awangardowe i egzotyczne, ale doskonale sprawdza się w codziennym życiu. I takie warzywo, jakim jest nowe C4, dzięki kilku przyprawom – niezły silnik oraz ogólna spójność stylu – nawet nieźle mi smakowało.
3l9 jpg

Dzięki wielkie dla Citroen Polska, które wypożyczyło auto. I z kolei drugie wielkie dzięki dla kolegów z LEFTLANE.PL, bez której ta wypożyczka nie byłaby możliwa:)
Potestujemy jeszcze coś, wierzę!;)

Drugie podziękowanie należy się Mateuszowi z M7foto.pl, za poratowanie kilkoma świetnymi zdjęciami (tak, to ładne nocne, nie te robione komórką, bo te są moje;)), w momencie, gdy stary wiarus Pentax mojej żony doszedł do wniosku, że jest „już za stary na to cholerstwo”… I że idzie na emeryturę…

PS. Jeżeli chcecie przeczytać jeszcze inne moje przemyślenia na temat tego samochodu, zajrzyjcie też na LEFTLANE.PL o tutej 🙂

Advertisements

2 comments

  1. henryk

    Miałem okazję podróżować takim C4 i zgadzam się z Tobą. Jak na samochód swojego segmentu to jest to całkiem przyzwoita propozycja, spodziewałem się dużo niższych notowań ale Citroen zaskoczył mnie pozytywnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s